FANDOM



Fabuła Edytuj

Dr Jakub Mortimer z Grimpen w hrabstwie Devon przybywa na Baker Street przedstawiając Sherlockowi Holmesowi i Watsonowi wstrząsającą legendę o Psie Baskerville’ów zanotowaną w manuskrypcie datowanym na rok 1742 r.

Legenda głosi, że sto lat wcześniej czyli w roku 1642 Hugo Baskerville, znany z pijaństwa i rozpusty, porwał cnotliwą córkę swego sąsiada i na cześć jej nastawał. Panna zbiegła z zamkniętej komnaty przez okno, zaś nikczemnik psy gończe spuściwszy ze smyczy ścigał ją jak zwierzę na łowach. Towarzysze pijatyki jadący za nim twierdzili zgodnie, iż widzieli jak po odnalezieniu dzieweczki, padłej z wycieńczenia, Hugona zagryzł pies straszliwy. I od tej pory klątwa na ród jego spadła.

Doskonała opowieść dla amatora bajek o żelaznym wilku, lecz gdzież tu zagadka do rozwiązania? - zapytuje detektyw wysłuchawszy opowieści. Mortimer odpowiada, że będący jego pacjentem obecny właściciel majątku Baskerville’ów sir Karol przed kilku dniami zmarł wieczorną porą w alei cisów koło dworu. Zmarły miał słabe serce, stąd przyczyna zgonu jest zrozumiała, lecz około 20 jardów od zwłok widać było ślady łap olbrzymiego psa. Wiadomo, że sir Karol wierzył w ową legendę i obawiał się wychodzić, popiół z cygara sugeruje, że na kogoś czekał.

Bratanek sir Karola, Henryk, obecnie dziedzic majątku, mieszka w Kanadzie, gdzie wyemigrował jego ojciec. Powiadomiony o spadku przybywa do Anglii. W hotelu w Londynie ku jego zdziwieniu skradziono mu but, otrzymuje też anonimowy list z ostrzeżeniem : Jeżeli cenisz swoje życie, trzymaj się z dala od wrzosowiska. Wyrazy są wycięte z gazety, tylko ostatni napisano ręcznie, gdyż brakło go w gazecie. Na pytanie o intencje ostrzeżenia, Holmes uznaje, że są raczej przyjazne. Prosi Watsona by wyruszył do Baskerville Hall z nowym dziedzicem, mając na niego baczenie i przysyłał raporty, sam zaś - jak twierdzi - musi się zająć inną sprawą.

Tytułowy pies Edytuj

Był to pies – pies czarny jak węgiel, olbrzymi – taki, jakiego dotąd nie widziały oczy żadnego śmiertelnika. Z jego otwartej paszczy buchał ogień, ślepia żarzyły się jak węgle, a po całym jego ciele pełzały migotliwe płomyki. Nigdy nawet w majaczeniach chorego umysłu nie mogło powstać nic równie dzikiego, przerażającego, szatańskiego, jak ten czarny potwór, który padł na nas z tumanów mgły.